top_middle

VILLA nr 9,
Wrzesień 2010

o_mala

Forum
buckstab, 09-09-10 16:53
buckstab, 09-09-10 16:52
buckstab, 09-09-10 16:32
buckstab, 09-09-10 16:20
buckstab, 09-09-10 16:16
buckstab, 09-09-10 16:13
buckstab, 09-09-10 16:11
buckstab, 09-09-10 16:00
buckstab, 09-09-10 15:50
Dom państwa Kiljańczyk



  • tekst Justyna Składowska
  • zdjęcia Marek Szymański

Dom wyraźnie nawiązuje do tradycyjnej wiejskiej zabudowy, której już coraz mniej na Mazurach ? pan Janusz przestudiował nawet literaturę poświęconą architekturze Mazur i polecił tutejszemu rzemieślnikowi odwzorowanie niektórych typowych elementów. Dom, mimo iż murowany, ma kolumny z grubych ociosanych bali i dach z widocznym od spodu belkowaniem, a część elewacji i fragmenty ścian wewnętrznych wyłożone licówką, czyli łupanymi kamieniami. Całość zaprojektował młody architekt, jednak właściciele posiadłości nie byli do końca zadowoleni. Z wielu rozwiązań zrezygnowali, bo, ich zdaniem, nie pasowały do charakteru domu. Nie zgodzili się między innymi na wyglądające zbyt nowocześnie okna, biegnące rzędem nad głównym wejściem. Wiele zmian wprowadzili też w rozkładzie pomieszczeń.

DWANAŚCIE METRÓW W GÓRĘ

Trzy w jednym, tak można krótko scharakteryzować dom państwa Kiljańczyk. Jest tu strefa główna dla właścicieli, przestrzeń należąca do ich córki Magdy oraz część dla ogrodnika. Nie sposób także pominąć wozowni, czyli garażu, w którym stoją doskonale utrzymane samochody z lat 50. - pasja pana Janusza, który był jednym z najlepszych polskich kierowców wyścigowych. Część główna domu jest bardzo przestronna. Strop w holu, który znajduje się na wysokości dwunastu metrów, to jednocześnie dach budynku. Kiedy patrzy się w górę, widać antresole na dwóch poziomach i łączące je schody, które są charakterystycznym elementem domu. To dzieło specjalisty, który dawniej wykonywał... śmigła do samolotów. Nieco niżej stropu, na poprzecznej belce, zawieszono olbrzymi żelazny żyrandol. Wykuł go miejscowy kowal, który zna tutejsze tradycje rzemieślnicze. Właściciele celowo go zatrudnili, licząc na to, że jego dzieło stanowić będzie mazurski akcent w domu. Jednak wspaniały żyrandol nie jest przypadkowym elementem wnętrza. Nawiązuje do wiszącej w aneksie wypoczynkowym lampy, kupionej w antykwariacie w Mikołajkach, którą w latach 30. również wykonał miejscowy rzemieślnik.

ANTYKI PANA JANUSZA

Wewnątrz wiele elementów przypomina, że to dom wiejski. ściany w niektórych miejscach wyłożono licówką, a podłogę wykonano z dębowych, szczotkowanych i woskowanych, desek. Wystrój wnętrz to wyłącznie dzieło gospodarzy ? przez lata zgromadzili tak dużo mebli i drobiazgów, że przestały mieścić się w warszawskim domu. Część z nich wywieźli więc na Mazury. Ciemne stylowe meble, pochodzące z początku ubiegłego stulecia, zdobył pan Janusz, rozmiłowany w antykach. Bielone krzesła i szafki to z kolei pomysł pani Anny, która lepiej się czuje w otoczeniu przedmiotów nawiązujących do klimatów Prowansji. Te odmienne upodobania udało się pogodzić, bo dom jest duży i podzielony na części. Taką odrębną strefą jest gabinet. Stoi tu biblioteka i kupione w antykwariacie dębowe biurko. Biblioteka powstała na zamówienie, w pracowni pod Kielcami. Mimo że jest nowa, to w rzeczywistości ma około stu lat, bo wykonano ją z odświeżonego i nawoskowanego drewna, które odzyskano ze starych wiejskich zabudowań.

KOLORY PANI ANNY

Na parterze najważniejszym miejscem jest kuchnia połączona z jadalnią. Pani Anna sama obmyśliła całą zabudowę, a wykonanie zleciła podkieleckiej pracowni. Jest przywiązana do jasnych mebli, dlatego wybrała bielone, woskowane drewno, ale blaty poleciła wyłożyć kafelkami o pięknej niebieskiej barwie. "Takie właśnie chciałam" mówi.  "Bardzo lubię ten kolor i zależało mi na takich detalach, a kafelki, pochodzące z polskiej fabryki, znalazłam w sklepie całkiem przypadkiem. Do jasnej zabudowy pani domu dobrała też odpowiednią zastawę. Przynosiłam ze sklepu po jednym talerzu od różnych kompletów i sprawdzałam, czy pasuje. Ostatecznie wybrałam polską porcelanę bez zdobień, ale o delikatnej formie i pięknej mlecznej barwie." Przedłużenie kuchni stanowi jadalnia z okazałym stołem i dwunastoma krzesłami z bielonego, woskowanego drewna. Z jadalni przechodzi się do części wypoczynkowej, gdzie królują cztery uszate fotele z rozkładanymi oparciami i podnóżkami. "Kupiłam je kiedyś za bezcen" wspomina pani Anna. "Obicie nie bardzo mi się podobało, więc wykorzystałam materiał, który leżał w szafie od lat. W nowym jasnym obiciu fotele prezentują się wspaniale. Rodzina zasiada w nich po południu, by przez oszklony wykusz podziwiać jezioro i sunące po nim żaglówki."

SAMOCHODY, ŻAGLOWCE I BECZKI

W każdym miejscu domu widać elementy świadczące o zamiłowaniach pana Janusza do motoryzacji i jachtów. Ma kilka modeli przedwojennych samochodów, a także kilkanaście modeli statków, które znalazł w antykwariatach. Wiele z nich kupił dawno temu, a ponieważ nie mieściły się w warszawskim domu, przywiózł je tutaj, gdzie wreszcie znalazły odpowiednie miejsce. Hobby zastąpiło poniekąd obrazy - zamiast nich wiszą oprawione w ramki zdjęcia samochodów wyścigowych pana Janusza, a także marynistyczne detale, takie jak zamknięte za szkłem miniaturowe elementy żaglowca. W domu jest też wiele zdjęć córki Magdy, która uwielbia jazdę konno i do wielu fotografii pozowała ze swoim ulubionym koniem. W holu głównym, przy świetliku, w charakterze dekoracji, wyeksponowano nawet jej siodło. Obok niego stoją dwie stare dębowe beczki kupione w antykwariacie. Nie mają, co prawda, nic wspólnego z jeździectwem, ale są bardzo dekoracyjne i po brzegi wypełnione korkami od win pochodzących z różnych zakątków świata. Pierwotnie w beczkach miały być tylko korki od trunków wypitych w mazurskim domu, ale w końcu gospodarze uznali, że musieliby zbyt długo czekać aż się wypełnią.

CZAS NA RELAKS

Dom jest całoroczny, można w nim mieszkać nawet zimą, bo mimo dużych okien, jest ciepły. Jednak chłód gospodarzom nie straszny -  pan Janusz, kiedy znalazł u miejscowego antykwariusza wielką beczkę, która dawniej służyła do kiszenia kapusty, ustawił ją w ogrodzie i zimą zażywał w niej lodowatych kąpieli. Teraz stara beczka stoi w pomieszczeniu rekreacyjnym na piętrze. W chwilach wolnych od zajęć, a szczególnie po wyjściu z gorącej sauny, pan Janusz rozkoszuje się chłodnymi kąpielami, siedząc w wodzie po szyję. Ponieważ okna pomieszczenia wychodzą na trzy strony, w czasie kąpieli można się cieszyć widokiem pięknego krajobrazu Mazur. Wspaniałe widoki można też podziwiać siedząc na zadaszonym tarasie, z którego schodzi się do oryginalnego ogrodu. Gospodarze nie chcieli wyrównywać terenu. Wykorzystali jego naturalną urodę, dlatego różne gatunki roślin porastają strome zbocze, a miedzy nimi wiją się kamieniste ścieżki i koryto małej strugi nawadniającej zieleń. Nieco niżej jest też staw, w którym można łapać ryby. Granicę posiadłości wyznacza brzeg jeziora i pomost, do którego przycumowano łódź. W tym miejscu woda jest bardzo czysta, w ciepłe dni zachęca do kąpieli.



 Poleć artykuł znajomemu. Kliknij tutaj !


Czytaj także / Zobacz także