- tekst Andrzej Markowski
- zdjęcia Joanna Siedlar
Krzysztof Zanussi i zaprzyjaźniony z nim dyrygent Kazimierz Kord wyszukali jeden z takich domów na tzw. oficerskim Żoliborzu. Wcześniej mieściło się tu m.in. przedszkole. Ponieważ żadnego z panów nie było stać na kupienie całego domu, dokonali transakcji dzieląc budynek zgodnie na dwie części: Kazimierz Kord wziął parter i piwnicę, Krzysztof Zanussi ? pierwsze piętro i strych.
Budowlane potyczki
W tamtych czasach prywatne ekipy budowlane składały się z przypadkowych ludzi. ?"Jedni przyszli z wielkich budów socjalizmu, inni z wiosek i małych miasteczek" wspomina pani Elżbieta Zanussi. - Było to towarzystwo spod ciemnej gwiazdy i na ogół marni fachowcy. Szybko się zorganizowali i na strychu założyli podręczny warsztat, w którym wykonywali zlecenia dla innych klientów, zaniedbując prace na naszej budowie - dodaje. Wtedy Krzysztof Zanussi zwrócił się o pomoc do swojej małżonki, znanej z tego, że nie tylko potrafi namalować piękny obraz, zaprojektować i wykonać własnoręcznie piecowe kafle, ale także zreperować wszystko, cokolwiek w domu się zepsuje. Pani Elżbieta dokonała remanentu dotychczasowych prac. Odtąd płacono wyłącznie za konkretną, wykonaną robotę; każde zaś spóźnienie powodowało dotkliwą karę umowną. Robotników kosztowało to sporo pieniędzy, bo niełatwo im było zmienić nawyki, ale prace zostały ukończone z dobrym skutkiem. A obejmowały one bardzo duży zakres, ponieważ dom był w fatalnym stanie. Trzeba było skuć wszystkie tynki i wyburzyć ścianki działowe, dzielące wnętrza na małe klitki. Wymieniono też pokrycie dachu (miedź była wówczas za bezcen), a także instalację elektryczną i wodną, zrekonstruowano schody wewnętrzne.
Z ziemi włoskiej
"Przy wyposażaniu wnętrza mieliśmy sporo szczęścia" wspomina pani Elżbieta. - Krzysztof realizował właśnie film, którego producentem był Włoch, równocześnie właściciel wielkiego składu meblowego. Część honorarium wypłacał zatem mężowi w naturze. Co pewien czas Krzysztof wysyłał do Rzymu dwóch studentów architektury, którzy wybierali meble zgodnie z zaleceniami projektantki Anny Chmury, autorki koncepcji wnętrza naszego domu. Z tych transakcji pochodzi m.in. skórzana kanapa i biurko w gabinecie pana Krzysztofa. W tym pokoju przyjmuje gości z całego świata. Również zabudowa i wyposażenie kuchni są z tego samego włoskiego źródła. "Wszystko do dzisiaj funkcjonuje bezbłędnie, nie musiałam zmienić nawet jednej uszczelki" mówi pani Elżbieta. Niektóre meble, na przykład późnogotycką szafę, a także szafy pochodzące z XVII i XVIII wieku, pan Krzysztof wyszukiwał w trakcie pobytów na planach filmowych. Ciekawe sprzęty odnajdywał zwykle na strychach starych domów, w chłopskich oborach czy stodołach. Łatwo się domyśleć w jakim były stanie. Pod kierunkiem pani domu były starannie konserwowane. ? Zawsze dorabiałam szafom nowe nogi, ponieważ stare zwykle były zbyt krótkie, ze szkodą dla wyglądu całości ? śmieje się pani Elżbieta. Dziś meble cieszą oczy gospodyni oraz gości.
Rodzinne historie
W domu znajdują się również meble pochodzące z wielkiego składu meblowego przy ulicy Elektoralnej w Warszawie. Jego właścicielem, a także producentem mebli był dziadek reżysera, Jerzy Zanussi. W czasie okupacji w składzie ukrywano Żydów. Wejście do kryjówki znajdowało się w jednej z licznych szaf - Niestety nie pozostało wiele z moich rodzinnych pamiątek - wspomina pan Krzysztof. - Jedynie kopia obrazu Rafaela "Portret młodzieńca". Przez pewien czas, naiwni, mieliśmy nadzieję, że to oryginał, zwłaszcza że obraz zaginął i jego losy są nieznane. Jednak tamten namalowany był na desce, ten zaś na płótnie, więc nie ma wątpliwości, że to kopia autorstwa dziadka (studiował u Bonnarda w Paryżu), wykonana zapewne w dobrach Czartoryskich, a może w Podhorcach, gdzie ?Portret młodzieńca? w swoim czasie się znajdował.
Na kilku poziomach
Wnętrze domu mieści się na kilku poziomach. Z sieni prowadzą kręte schody na piętro. Znajduje się tu salon połączony z jadalnią i sąsiadującą kuchnią. "To bardzo korzystny dla mnie układ, bo pomaga mi łączyć funkcje pani domu i kucharki. Przygotowując potrawy mogę jednocześnie uczestniczyć w rozmowie toczącej się w salonie." mówi pani Elżbieta. "Krzysztof potrafi znienacka poinformować mnie, że właśnie zaprosił na obiad kilkunastu gości, więc muszę być przygotowana na każdą okoliczność." Po drugiej stronie holu jest gabinet reżysera z niewielkim pomieszczeniem na archiwum, obok zaś pokój, który zajmowała jego mama. Zwraca uwagę bardzo piękny kaflowy piec, dzieło pani domu. "Krzysztof chciał się uniezależnić od ogrzewania gazowego. Zapytał, czy mogłabym mu zbudować piec" wspomina gospodyni. Jeżeli pani Elżbieta podejmuje jakieś wyzwanie, działa totalnie. Chciała, by piec zbudowany był z okrągłych kafli, których niestety nigdzie nie można było dostać. Postanowiła zatem wykonać je własnoręcznie. Kupiła specjalistyczną wyciskarkę, sama gliniane kafle suszyła i malowała. Efekt jest imponujący. Na piętrze obok sypialni znajduje się jeszcze zaciszne pomieszczenie do pracy pana domu; tu zaszywa się, kiedy ma ważną pracę do wykonania, tu słucha ulubionej muzyki. W piwnicy umieszczono kotłownię, pralnię, pokój gościnny z łazienką i pomieszczenie spiżarniane, które sprawdziło się zwłaszcza w czasach komunizmu. Pani Elżbieta wspomina, jak podczas stanu wojennego z okolic Kazimierza, gdzie mieli dom, przywoziła poćwiartowaną krowę, która później na swoją kolej czekała w zamrażalniku. Kiedyś w takiej eskapadzie towarzyszył jej nawet zaprzyjaźniony niemiecki reżyser, dla którego była to przygoda życia.
Urok oranżerii
Ozdobą domu i jego wielką atrakcją jest dobudowana przed kilku laty imponująca oranżeria, zaprojektowana także przez panią Annę Chmurę. Stalowy szkielet wypełniony taflami szkła, równy wysokości budynku, nakryto skośnym dachem. Jego forma z charakterystycznymi, zewnętrznymi żelbetowymi słupami nawiązuje do całości architektonicznego założenia. Efektowną klatkę schodową, pokrytą odpornym na wilgoć egzotycznym drewnem, wyprowadzono z dolnego podestu, wyłożonego ulubionym przez panią Elżbietę semperitem, czyli kieleckim marmurem w kolorze ciemnej zieleni.Dobudowana oranżeria korzystnie odmieniła charakter dosyć mrocznych pomieszczeń. Otworzyła je na zieleń otaczającą budynek, a światło wpadające przez przeszklone ściany ogrodu zimowego ujawniło w pełni urodę wnętrza, z jego, niestety coraz rzadszą, nieco staroświecką elegancją w najlepszym stylu.