- tekst Agata Ostrowska?Galanis
- zdjęcia Gosia Wieruszewska/DADA, Jonathan Keck (zdjęcie łazienki)
Domy z mojego ostatniego projektu wydają się wchodzić w ziemię z nowym poczuciem przestrzeni, światła i wolności, do którego nasza Ameryka ma pełne prawo ? powiedział w 1954 roku w wywiadzie dla "The Natural House" znakomity amerykański architekt Frank Lloyd Wright. Słowami tymi podsumował dziesięcioletni okres w architekturze zwany Usonia, a będący parafrazą nazwy United States of America. Dom, który odwiedziliśmy, powstał właśnie w ramach tego projektu.
RZUCONA RĘKAWICA
Przez wiele lat Franka Lloyda Wrighta uznawano za genialnego, ekstrawaganckiego projektanta, który bazując na wykwintnej klienteli budował domy oparte na wysokobudżetowych projektach. Zarzut, że nie jest w stanie zaprojektować domu dla średniozamożnej amerykańskiej rodziny, architekt przyjął jako policzek, ale też jako zawodowe wyzwanie. Odpowiedzią było następne dziesięć lat pracy, podczas których Wright projektował domy małe, proste i tanie. Prace te były odzwierciedleniem wieloletnich obserwacji i przemyśleń architekta, który widział zmiany w funkcjonowaniu amerykańskiej rodziny. Przestrzenny plan zaproponowany przez Wrighta opierał się na trzech nowych aspektach życia codziennego. Było to wyeliminowanie służby, zaspokojenie potrzeb pani domu, która przygotowując posiłki chciała mieć wgląd w to, co robią dzieci, oraz docenienie ogrodu, jako nieodzownego miejsca w życiu towarzyskim.
PROSTOTA I PRZESTRZEŃ
Pierwszy dom ?usoński? został zbudowany w 1936 roku dla Herberta i Katheriny Jacobs. Kosztował pięć tysięcy dolarów. Jednopiętrowy budynek o płaskim dachu, kształtem przypominający literę L, znakomicie spełniał oczekiwania nowoczesnej rodziny. Zgodnie z nowymi trendami ? skłanianiu się ku mniej ekstrawaganckiemu modelowi życia, nie było w nim pokoju dla służby ani zamykanego garażu, który zastąpiony został przez bezdrzwiową konstrukcję. Na dom, który miał być tani i prosty, składały się pokój dzienny, sypialnia, pokój dla dzieci, dwie małe łazienki i kuchnia. Wright wierzył, że ekonomiczne i świadome użycie materiałów budowlanych jest jedynym sposobem na zmniejszenie kosztów budowy, dlatego w swoim projekcie ograniczył się właściwie wyłącznie do cementu, cegły, szkła i drewna, które najczęściej pozostawiał w stanie surowym. Zrezygnował z wydrążonej w ziemi piwnicy na rzecz cementowej płyty będącej jednocześnie podmurówką i podłogą. Umieścił w niej ogrzewanie i klimatyzację, tak by zbędne rury nie szpeciły wnętrza. Wszystkie urządzenie grzewcze i zbiorniki na wodę zlokalizowane zostały w centralnej części domu, by połączone ścianą łazienki i kuchnia mogły dzielić ten sam zestaw rur i instalacji. Innym nowatorskim pomysłem Wrighta była próba otworzenia domu na zewnątrz. By osiągnąć efekt nieograniczoności przestrzeni, Wright wyposażał swoje domy w wielkie okna bez framug, a tarasy stawały się przedłużeniem podłóg. Budynek gładko wtapiał się w otaczający go krajobraz.
W POSZUKIWANIU DOSKONAŁOŚCI
Trzy podstawowe korzyści wypływające z projektu Wrighta - przestrzeń, światło i bezpośredni kontakt z naturą zyskały aplauz Amerykanów. Domy "usońskie" zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Do dziś przetrwało ich ponad pięćdziesiąt. Marek i Lia odkryli swój ponad trzydzieści lat temu. Wcześniej mieszkali na Manhattanie, jednak z przyczyn praktycznych chcieli się przeprowadzić gdzieś pomiędzy Columbia University, gdzie Marek prowadził wykłady, a Westchester, gdzie jego żona rozpoczęła karierę w IBM. ? Obejrzeliśmy dziesiątki domów podobnych do siebie i... natychmiast o nich zapominaliśmy. Żaden nie zachwycił nas do tego stopnia, by rozważać kupno. Jednak gdy weszliśmy tutaj, żona spojrzała na mnie i powiedziała "zostaję" - opowiada z uśmiechem Marek. Od razu zachwycił ich fakt, że meble ? komody, półki na książki, szafki w łazience, jednym słowem wszystko, wbudowane było w strukturę domu. To zaoszczędzało wiele czasu i dodatkowych wydatków.
POPRAWIANIE MISTRZA
Poprzednim właścicielem domu był architekt zatrudniony w pracowni Wrighta, który do oryginalnej konstrukcji dobudował dwa pokoje na zapleczu. Tam właśnie znajduje się sypialnia gospodarzy i pokój gościnny. W domu jest jeszcze pokój muzyczny, biuro Marka, dwa pokoje gościnne, dwie łazienki i kuchnia. ? Przez ostatnich trzydzieści lat gospodarze zajęci karierą nie robili przy domu zbyt wiele ? opowiada Magdalena Keck, zaprzyjaźniona z Markiem projektantka wnętrz, która podjęła się wyzwania udoskonalenia i ?podretuszowania? budynku. ? Frank Lloyd Wright był architektem genialnym, niestety ze wszystkich aspektów najmniej interesowała go funkcjonalność projektów. Jego łazienki są zbyt małe i ciemne, pojedyncze okna szybko się rozpadają, ciemne materiały pomniejszają i tak niewielkie pomieszczenia ? wyjaśnia. Projektantka wiedziała, że chce rozjaśnić dom używając materiałów naturalnych, tak chętnie stosowanych przez Wrighta. Zaczęto od drobnych udoskonaleń w tylnej części domu ? stary ciemny dywan zastąpiono nowym, jasnym i wełnianym. Wymienione zostało oświetlenie. Uszczelniono okna i zamontowano ogrzewanie podłogowe. Całkowicie przebudowana została właściwie tylko jedna z łazienek, gdzie wstawiono wielką, głęboką wannę, z pozostałego drewna wykonano nowe meble, a na ścianach znalazły się kafelki w kolorze złamanej bieli. "We wszystkim musieliśmy zachować umiar i zdrowy rozsądek. Jest to w końcu dom zaprojektowany przez Wrighta i nie można zniszczyć jego duszy. Staraliśmy się więc uczynić go bardziej funkcjonalnym bez uszczerbku dla architektury i klimatu, jaki go otacza" wyjaśnia projektantka. Każdy nowy zakup, czy to tkanina, czy materiał budowlany, testowany był w różnych pomieszczeniach, o różnych porach dnia, w różnym świetle, tak by efekt końcowy spełniał oczekiwania wszystkich. Dziś trudno odróżnić co jest nowe, a co stare, co dodane, a co było tam od zawsze. Wszystko zlało się w całość, jedna rzecz wynika z drugiej nie zakłócając porządku i nastroju określonego przed laty przez samego Mistrza.